c.d.
Mistrz Fung, żeby zażegnać konflikt, zamknął Rai'a i Kim w ciemnym pokoju. Mieli być ze sobą sam na sam przez jakiś czas i pogadać w cztery oczy.
Po 30 minutach poszedł sprawdzić, czy się nie pozabijali. Wręcz przeciwnie - gawędzili sobie, śmiali się etc. Zdecydowano, że mogą już wyjść.
W tym samym czasie Marit, Omi, Clay i Dojo rozwiązywali przy ciepłej herbacie krzyżówkę. Szło im beznadziejnie, ale wszystko przemijało w miłej atmosferze.
Gdy Kimiko i Raimundo weszli do izby, od razu zostali zasypani lawiną pytań. Próbowali wziąć głęboki oddech, żeby zacząć udzielać odpowiedzi, ale zrobiło się zbyt głośno. Bogini, która ciągle milczała, uniosła ręce na znak ciszy.
- Dobra, to co tam u was? - spytał się Clay
- U nas dobrze, już wszystko zostały wyjaśnione - odpowiedziała Kim
- Doszliśmy do wniosku - oznajmił Rai uroczyście - że ta miłość nie ma sensu i postanowiliśmy ze sobą zerwać. W sposób pokojowy i zachowując dobre relacje. Czyli już nie jesteśmy parą, ale jesteśmy przyjaciółmi.
Wszyscy odetchnęli z ulgą. Nareszcie definitywny koniec tego konfliktu.
- Nom, to co rozwiązujecie? - odparł Smok Wiatru wesoło
- Stolica ... Kataru?! - przeczytał ze zdziwieniem Omi - to choroby też mają stolicę?!
Wszyscy parsknęli śmiechem. Ach, ten Omi!
Kimiko dosiadła się koło bogini.
- Wiesz - zaczęła - cieszę się, że tak wyszło. Nareszcie spokój! Skoro tak się zakończyła ta historia, to twoja obietnica jest już nieważna. Nie wierzyłam, szczerze mówiąc, że ją dotrzymasz. A jednak ci się udało!
Po tych słowach przytuliła Spartankę. Ta się tylko zakrztusiła herbatą.
I tak minęło popołudnie.
Wieczorem Marit poszła się kąpać. Weszła do łazienki, zakluczyła drzwi i się rozebrała. Potem zanurzyła się w bańce wypełnionej ciepłą wodą.
Po 20-minutowej kąpieli wyszła, otarła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem. Chciała się przyjrzeć swojemu odbiciu, gdy nagle pojawiła się tam pewna kobieta. W średnim wieku, o ciepłym spojrzeniu i w stroju podobnym do zakonnicy(tylko po grecku
). Bogini tak się przestraszyła, że upadła na podłogę. Zsunął jej się przy tym ręcznik, więc szybko się nim zakryła.
- Ferlasis! - odezwało się odbicie - nie bój się! To ja, Pytia! (kojarzycie ją z mitologii greckiej?). Może złą porę wybrałam, ale mam wielkie nowiny!
Wtedy za nią pojawiła się ta ruda dziewczyna - zapatrzona w Marit jak w obrazek.
- Już nie przedłużam. Chciałybyśmy cię serdecznie przeprosić za ten incydent w Delfach. Nie miałyśmy prawa, żeby zabrać ci moc i głos. Przepowiednia u córek Zeusa jest darmowa.
- Ale ja chciałam tylko ... - przerwała rudowłosa
- Wybacz za tą małą małą, ale ... no wiesz ... była uczennica Safony.
Bogini wzięła głęboki oddech i mruknęła sarkastycznie:
- Cudownie ...
- I z tej okazji - ciągnęła dalej Pytia - tak w ramach przeprosin, mogę spełnić jedno twoje życzenie.
- Jak złota rybka?
- Tak!
Marit wstała i westchnęła. Trudny wybór - nigdy się nad tym nie zastanawiała.
Spojrzała kątem oka na rudzielca.
- Jak już mam okazję ... Choć trudno tak szybko wymyślić .
- Nie wstydź się! Śmiało!
- Eh ...
Podeszła bliżej lustra i ostro:
- Znikaj mi z oczu, wiewióro z Lesbos!
Tego się kapłanki nie spodziewały.
- Takie jest moje życzenie .
- No dobra, coś ty kochana narobiła?! - zwróciła się Pytia do młodej - Ferlasis, to ja z nią pogadam. Jeszcze raz przepraszam za kłopoty!
Zobaczyła tylko złowrogie, czarne oczy "wiewióry z Lesbos".
- Jeszcze się kiedyś policzymy - burknęła przed zniknięciem
Za chwilę pojawiło się normalne odbicie bogini.
- Eh .. co za dzień! - szepnęła do siebie - A mogłam się spytać o stolicę Kataru!
Koniec drugiego odcinka pt.: "Kawałek serca"
