c.d.
Marit wykorzystała ten czas na zapoznaniu się z SGW. Poszła do pokoju ze starymi zwojami i oddała się fascynującym lekturom.
Czytanie ją całą pochłonęło. Nie zwracała uwagi na nic uwagi, nie odrywała się od zwojów. Wydarzenia ze świata przeszły na drugi plan. Tylko czasami przerywała edukację i z niepokojem rozglądała się wokół. Czuła, że ktoś ją obserwuje.
Nie myliła się - Chase Young już od rana siedzi zapatrzony w magiczną kulę. Wuya traciła cierpliwość.
- Jeszcze tu siedzisz? - burknęła - mógłbyś chociaż klasztor zaatakować!
- I to właśnie planuję - odpowiedział jaszczur i popił zupy Lao Mang - grupa jest bardzo osłabiona. Skłócona ..
- To rewelacyjnie! Już nikt nam nie przeszkodzi!
- Zabierzemy im 2 joja, wyślemy ich do świata Ying Yang i po kłopocie! Jest tylko jeden problem ..
- Jaki?
- Co z nią ... - wskazał palcem na kulę
- To proste! Też do tego świata!
Chase kiwnął przecząco głową.
- Nie, bo ...
Nagle oczy Wuyi się zaświeciły. Włosy się uniosły do góry, a jej ciało ogarnęło jasne światło.
- Wyczuwam nowe Shen Gong Wu!
- Jakie?
- To Psi Nos (kolejna głupia nazwa SGW, ale co tam
). Potrafi wytropić człowieka po zapachu, który normalnie jest dla ludzi niewyczuwalny. Jak pies.
Chase spojrzał na kulę. Już widział mnichów wsiadających na Doja.
- Hmm, znaczy, że trzeba się zbierać! - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
Środek Australii. Z dala od miast. Pustynia. Drużyna już zeszła z Doja i rozpoczęła poszukiwania.
- Wiesz, Marit - zaczął Omi - to niezbyt dobry pomysł, żebyś leciała z nami. Powinnaś odpoczywać, wyzdrowieć.
Ona tylko przewróciła oczami.
Nagle Clay wykrzyknął:
- Zobaczcie, góra Uluru!
Wszyscy oniemieli z zachwytu. Wspaniała!
Tylko Dojo miał posępną minę.
- Myślę, że to nie jest ta góra. Ma ok. 200 m, więc trochę za mała. Poza tym, była gdzieś dalej - inne położenie głazów narzutowych.
Nikt go nie słuchał.
Przy górze siedział Jack Spicer.
- Jack Spicer! - wykrzyknął Omi - przygotuj się na poniżającą klęskę! (jak ja lubię ten pleonazm
)
- A tak poza tym: gdzie twoje robociki? - wtrąciła się Kimiko
Mnisi się zaśmiali (oprócz niemej Marit). Jack uśmiechnął się złośliwie i coś powiedział. Do góry.
Nagle to "Uluru" się rozpadło na kawałki. Rozsypała się. Te fragmenty się jakoś złączyły i powstało kilka kul. Jakby żyły.
To były roboty!
- Głazoboty! - krzyknął Spicer - Na nich!
Zaatakowały one drużynę. Rozpoczęła się bitwa.
Raimundo jako pierwszy rzucił się z bronią Wudai na bota. Jednak maszyna obroniła się i przywódca upadł na ziemię.
Kimiko podeszła do niego i złośliwie:
- Może byś wymyślił jakąś taktykę, wojowniku Shoku?!
Skoczyła do góry i rozpaliła wielki ogień. Jednak 5 robotów ją otoczyło i ... wylało na nią wodę! Wylądowała na ziemi - koło Rai'a.
- I co? Twoja taktyka nie podziałała? - odparł wrednie
- Zamknij się!
- A bo co?
Szybko wstali, bo Clay wywołał trzęsienie ziemi. Na nic, bo sam wpadł do dołu. I tam utknął.
Omi spróbował zamrozić Głazoboty, ale mu się nie udało. Wylądował za ziemi.
Marit już chciała ruszyć z odsieczą, ale nie mogła. Zapłata u wyroczni delfickiej. Schowała się za głazem. Co robić, co robić?
Nadciągały kolejne kłopoty. Wuya, Chase i armia kotów.
- Marit, pomóż!!! - wrzeszczała drużyna
- Kur .. - pomyślała
Nagle wpadła na pewien pomysł. Wzięła Rubin Ramzesa, wystukała nazwę na ekraniku do przeczytania i wycelowała w Głazobota.
Pole bitwy przypominało stół do Pinballa. Trafiała też w koteczki, więc szybko uciekły. Kilka maszyn się zepsuło.
- Woo-Hoo! - słyszała
Drużyna zebrała siły i złożyła się w Formację Oriona. Pokonanie robotów to była pestka.
Przez pół minuty walki stworzyła się wielka kupa złomu. Z botów.
Jack uciekł w stronę jednego głazu narzutowego. Za chwilę ruszył za nim Raimundo.
Marit wytężyła wzrok: Shen Gong Wu!
Spojrzała na Kimiko. I ją olśniło.
- Rubin Ramzesa! - powiedział głos z urządzenia
Bogini uniosła z tym SGW rękę. Japonka uniosła się do góry. Gdy ręka Greczynki się cofnęła, to samo zrobiła Kim. Nagle z rozmachem zrobiła na przód.
Co do tokijki, domyślacie się, co się z nią stało.
Leciała jak porażona prądem w stronę Psiego Nosa. Wpadła kolejno na Rai'a i Jacka. Wrzeszczała ze strachu jak opętana. O co chodziło? WTF?
Znaleźli się wszyscy na tym głazie i chwycili się Shen Gong Wu. Ono się zaświeciło.
- Pojedynek mistrzów ... - pomyślała Marit.
Nie wiedziała, czy się cieszyć, czy nie. Taki był jej plan, choć bardzo ryzykowny. Czy się uda?
c.d.n.